Kreatywne przywództwo ojców

Koncepcję „kreatywnego przywództwa”, dzięki której skutecznym przywódcą swojej rodziny może być wrażliwy ojciec, przedstawia dr hab. Grzegorz Grochowski, teolog, dydaktyk oraz prezes Fundacji „Wiem i Umiem”.

 

Ma Pan swoją koncepcję przywództwa ojca. Proszę ją przedstawić.

 

Zabrzmi to trochę zabawnie, ale chciałbym wesprzeć swoją teorią przywództwa wszystkich ojców, którzy są wrażliwi i często z zewnątrz mogą być postrzegani jako pantoflarze. Jestem osobą wrażliwą i poprzez szereg różnych osobistych doświadczeń, ale również własnych refleksji i rozmów z ojcami o podobnym charakterze, wypracowuję pewne zasady, które mogą pomóc wrażliwym, miękkim ojcom, by mimo że nie są typowymi macho, mogli sprawować w rodzinie funkcję przywódczą. Proponuję im, by tę pozorną słabość przekuli w atut. Hasło, które lansuję, to „kreatywne przywództwo wrażliwych ojców”. Człowiek, który jest wrażliwy i inteligentny, często nie ma prostych rozwiązań. Człowiek inteligentny zastanawia się znacznie więcej niż ktoś posiadający mniejszą liczbę danych do rozważenia. Pamiętajmy, że umysły, które mają bardzo silnie rozwiniętą tzw. inteligencję teoretyczną – wg Sternberga inteligencję akademicką – a dodatkowo mają inteligencję kreatywną – to są często ludzie, którzy nie mają takiej prostej, silnej woli, by walnąć przysłowiową pięścią w stół i „pokazać, kto tu rządzi”

 

Czasami spotykam się z takimi „pierwotnymi” ojcami, którzy mają sprawdzony sposób, gdy żona robi im wyrzuty o coś: po prostu ignorują to, zamykają się albo idą pobiegać, by odciąć się i odczekać. Mają jakąś mądrość zaszczepioną pewnie przez swoich przodków. Natomiast człowiek inteligentny nie potrafi być obojętny wobec argumentów. Jeżeli słyszy od kogoś, że w czymś zawinił, to długo to rozważa. I jeżeli na tym poprzestanie, to często go to niszczy. W związku z tym mój pomysł polega na tym, żeby wrażliwi ojcowie, potencjalni pantoflarze, wyprzedzali sytuacje, w których ich przywództwo może być zagrożone, żeby potrafili przewidzieć sytuacje, w których potrzebne będą decyzje, żeby wychodzili z inicjatywą, zanim pojawią się kłopoty, żeby byli tymi, którzy integrują rodzinny krąg, zarządzają wspólną płaszczyzną decyzji i zapraszają swoje czasami bardziej ekspansywne małżonki, by wypowiedziały się. To jest możliwe i zarazem ciekawe. Mężczyzna może być przywódcą, który nie musi być narażony na bardzo wielkie stresy w ścieraniu się i walce o przywództwo. Mężczyzna może szybko przewidzieć, zadziałać, zaproponować i poprowadzić.

 

Poprzez jakie aktywności ojciec realizuje swoje przywództwo w rodzinie?

 

W dzisiejszych czasach przywództwa czy autorytetu nie uzyskuje się siłą ani pozycją. Fakt, że jestem mężczyzną, ojcem, nie gwarantuje mi nic. Ja muszę coś sobą reprezentować, być kimś, kto posiada bogatą osobowość, ma swoje przemyślenia, wizje marzenia, sukcesy, do czegoś dąży. W tym momencie pozyskuję zainteresowanie pozostałych członków rodziny. Nie na zasadzie „tata wam to mówi, więc słuchajcie”, tylko to co mówię, jest tak ciekawe, że dzieci i żona mnie słuchają. Kogoś takiego nazywam „tato – inspirator”. Drugi element to jest „tato – inicjator”, czyli ktoś, kto szybciej niż pozostali członkowie rodziny osiąga wizję kierunku, przewiduje to, co może rodzinę spotkać i ma już na to rozwiązanie. Pod tym względem natura mężczyzny – tak wskazują badania – jest po prostu lepiej przygotowana. My poprzez dominację logicznego myślenia, wyciągania wniosków w sposób uporządkowany, naukowy i długodystansowy jesteśmy w stanie zobaczyć, co nas czeka i wyprzedzić sytuację, by zaproponować rozwiązanie. I wreszcie „tato – integrator”, który zwołuje rodzinny krąg, czyli daje możliwość wypowiedzenia się każdemu.

 

Spróbuję zilustrować to na przykładzie nie dotyczącym życia rodzinnego. Jest takie zabawne powiedzenie „kto ma pilota od telewizora, ten ma władzę”. Władzę ma ten, kto ma inicjatywę. Żyjemy w świecie, w którym jesteśmy uwikłani w różne projekty. Czasami już nie pamiętamy, w którym projekcie jesteśmy szefem, a w którym uczestnikiem. I w pewnym momencie okazuje się, że jest jakieś źródło przyciągania; jest jakiś facet albo jakaś kobieta – ktoś kto jest takim orędownikiem tego projektu,  że w zaczynamy postrzegać  go jako właściciela, czyli szefa tego projektu i jego słuchamy. To może być nawet moja sekretarka. Jeśli ona prze do czegoś, to w pewnym momencie ja zaczynam się jej słuchać. I w tym sensie postuluję, żeby tato był integratorem, czyli kimś, kto zaprasza na zebrania, zwołuje je w określonym celu. Stanowczo nie doradzam ojcom, by wypowiadali się jako decydenci w każdej sprawie. Jest to osłabianie swojego przywództwa. Znam takie przykłady ojców dzisiaj – to może zabrzmi drastycznie – którzy wtrącają się w każdy szczegół funkcjonowania rodziny, niszcząc w ten sposób podmiotowość jej członków, swojej małżonki i swoich dzieci. Jest to niewyobrażalny błąd. Ojciec, który rzeczywiście chce być przywódcą, powinien znaleźć miejsca kluczowe, w których powinien się znaleźć, wypowiedzieć, coś zainicjować, zwołać ten rodzinny krąg albo wcześniej wypowiedzieć decyzję.

 

Niejednokrotnie zastanawiałem się, na czym polega charyzma ludzi, którzy zmuszają innych do działania wg ich woli. Kimś takim jest moja córka, która pasjonuje się końmi. Ona włada końmi i też włada ludźmi. W pewnym momencie zauważam, że ona ustawia plan tygodnia i ja już znam swoje miejsce w tym planie. Mam ją podwieźć na konie w danym czasie i ona to „oznajmia”, bo ma silną wizję i skoncentrowaną wolę, wie czego chce. Ojciec to jest ktoś, komu w pewnym momencie wystarczy, że wypowie zdanie oznajmujące i te trybiki zaczynają chodzić tak, jak on chce. Tylko on musi powiedzieć to w odpowiedni sposób. To nie może być powiedziane autokratycznie. To nie mogą być nerwy, emocje; to nie może być zranienie ani wściekłość. To musi być po prostu skoncentrowana wola, która wie, czego chce. Ojcostwa można się uczyć w korporacjach. Mam doświadczenie, do którego często nawiązuję: gdy dzwonią do mnie jacyś oferenci, którzy są znakomicie  szkoleni, by przyciągnąć moją uwagę i wcisnąć mi jakąś ofertę, wysłuchują mojej odmowy, a potem „bokiem” wprowadzają swój komunikat, który przytrzymuje moją uwagę przy ich ofercie. Tę mentalność węża trzeba wnieść w życie rodziny. Trzeba działać bez przemocy, z mądrością.

 

Jakie kwalifikacje są niezbędne, by ojciec mógł efektywnie realizować swoje przywództwo?

 

Jeśli rozmawiamy o przywództwie, to nie jest najważniejsze, kto je sprawuje. Najważniejsze, żeby decyzje, które skutkują dla rodziny, były mądre i żeby przynosiły dobre owoce. W związku z tym ojciec, który chce być przywódcą, nie koncentruje się na sobie („ja chcę być przywódcą, ja mam być przywódcą”). Przywódca to człowiek, który się koncentruje na meritum sprawy, by podjąć mądrą decyzję. I ona jest dobra dlatego, że jest mądra, a nie dlatego, że ja ją podjąłem. Jako przykład nasuwa mi się film „Rydwany ognia”. Bohaterami są dwaj biegacze. Jeden biegacz to człowiek niezwykle ambitny, dla którego zwycięstwo jest wszystkim. Wygrywa swoje, ale płaci za to degradacją osobowości. Drugi z bohaterów biega i to jest dla niego pewnego rodzaju spełnienie. On biegnąc niejako „płynie” – świetnie ilustrują to ujęcia kamery i doskonała muzyka Vangelisa. Nie są dla niego najważniejsze medale, nagrody, pieniądze. W kluczowym momencie filmu rezygnuje ze startu w zawodach, ponieważ wypadają w niedzielę, a on jest chrześcijaninem i w związku z tym nie może w tym dniu występować. Dzięki temu nagrodę zdobywa ktoś inny. Ale jego na to stać, ponieważ już nazajutrz jest inna kategoria, w której on zwycięża, deklasując swoich przeciwników. Chodzi mi właśnie o takie „płynące” przywództwo.