Tata jako wspierający challenger

Na pomysł rozmowy z dyrektor zarządzającą agencji Isobar, Moniką Bierwagen, wpadłem, gdy dowiedziałem się, jest córką wojskowego. Byłem ciekaw, czy to, że jej tata zawodowo był związany ze środowiskiem, w którym podstawową formą kierowania ludźmi jest dowodzenie, mogło mieć wpływ na jej wychowanie. Podczas rozmowy szybko się okazało, że wpływu taty na jej wychowanie nie można oddzielić od wpływu mamy. W jej przypadku wychowanie było efektem konsekwentnej postawy obojga rodziców, od których dostawała zachętę do pracy, a jednocześnie wsparcie.

 

 

Gdy zapytałem, czy możemy porozmawiać o Tobie i relacji, jaka łączy Cię z Twoim Tatą, chętnie się zgodziłaś, dodając, że masz najlepszego tatę na świecie. Co to znaczy być córką „najlepszego taty na świecie”?

 

To znaczy, że jest ktoś, kto wierzy w ciebie, cały czas cię wspiera, towarzyszy ci w ważnych momentach. Nie żeby był ciepłą kluchą. On stawia ci wyzwania, ale cię wspiera. Jest wspierającym challengerem.

 

W miarę jak dojrzewamy, uświadamiamy sobie coraz bardziej, jak wiele zawdzięczamy naszym rodzicom. Będąc na tym etapie rozpoznania siebie, na jakim jesteś dzisiaj jako dojrzała kobieta, powiedz, co zawdzięczasz swojemu Tacie?

 

Miałam to szczęście, że rodzice stworzyli razem ekosystem, który pozwalał im z konsekwencją wychowywać mnie i mojego brata. Dbali o to, byśmy nie byli wkładani między ojca a matkę. Nie było tak, że tata powiedział to, a mama tamto. Oni dbali o spójność komunikacji. Najpierw sami przeprowadzali między sobą dyskusję, by wypracować dla nas klarowną myśl, przekaz.

Moja mama na nieszczęście albo szczęście mocno chorowała i przebywała w domu. Wspierała nas w tle, tworzyła taki back office, miała rolę rozluźniającą, gdy ojciec bardziej ustawiał nas na realizację celów. Mama była też nieoceniona w przekazywaniu szerokich umiejętności przydatnych w codziennym życiu. Dziś mówi ze śmiechem, że gdyby jeszcze raz miała mnie wychowywać, przekazałaby tych umiejętności mniej, bo kobiecie, która wiele umie jest trudniej – ma więcej pracy.

Trudno rozdzielić wpływ mamy i taty. Obydwoje wyrabiali w nas pracowitość, konsekwencję i patrzenie w przyszłość. Podam przykład. Od najmłodszych lat trenowałam w tenisa. Zaczęłam nawet trenować w zawodowej szkole tenisa. W końcu jednak nadszedł moment – było to w pierwszej, drugiej klasie liceum – kiedy tata zapytał mnie: „Grasz w tego tenisa czy nie?” A ja mówię: „Nie”. „Nie to nie” – odpowiedział i poszedł, a ja myślę: „łatwo poszło”. Ale następnego dnia tata przychodzi i mówi: „Nie chcesz grać – musisz robić coś innego. Wyjeżdżasz do Stanów. Będziesz się uczyć angielskiego”. W tamtym czasie miałam piątki z matematyki i fizyki, ale angielskiego praktycznie nie znałam, bo jego nauka w szkole była na niskim poziomie. No i wyjechałam jako nastolatka w szeroki świat.

Po przyjeździe do Stanów, nie znałam języka, ale byłam mocno zaawansowana, jeśli chodzi o grę w tenisa. Zobaczyłam, że tam gdzie się uczyłam, była szkoła tenisa. Odkryłam ją przez przypadek, gdy spóźniłam się na żółty autobus. Miałam czas, więc weszłam do tej szkoły. Zapytałam instruktora łamaną angielszczyzną, czy mogłabym dołączyć na zajęcia. Odpowiedział mi – później upewniłam się, że dobrze zrozumiałam – że nie mogę, bo inni są już zaawansowani. Ale gdy zobaczyłam jak grają ci „mistrzowie”, poprosiłam go, by pozwolił mi zagrać. „One ball…” – prosiłam – „Play with me one ball”. Zgodził się. Pokazałam mu, co potrafię. No i przyjął mnie. Dziś wierzę w maksymę „one ball”.

 

Twój Tata jest wojskowym. Czy myślisz, że postawa i nawyki wyniesione z organizacji wojskowej miały wpływ na sposób, w jaki Ciebie wychowywał?

 

Nigdy w ten sposób o tym myślałam. Taty środowisko pewnie miało jakiś wpływ. W naszym domu zawsze bardzo ważne były dyscyplina i odpowiedzialność. I niemarnowanie – niemarnowanie czasu, jedzenia, rzeczy, które nas otaczają. Nigdy nie staraliśmy się kupować za wiele, bo wiedzieliśmy, że inne rzeczy są bardziej wartościowe. Dla nas zawsze ważniejsze było to, żeby rzeczy działy się. Myślę, że mój tata jest po prostu bardzo dobrym człowiekiem, a w wojsku tylko nauczył się większej dyscypliny, dzięki czemu stał się jeszcze lepszy.